Historia tego projektu jest ciekawa, ponieważ sam byłem poniekąd jego częścią. Pomysł był prosty – stworzyć firmę budowlaną, która kompleksowo zajmuje się wykończeniem domu i nie tylko. Miała być wbrew wszystkim stereotypom, które powstały dotychczas na temat tej branży. Firma miała wyróżniać się na tle konkurencji nowoczesnym podejściem do klienta.
Wizja marketingu była u nas ogromna, ale żeby to stworzyć potrzebny był plan działania.
Na sam początek najważniejsze było dla mnie określenie targetu, gdzie tak właściwie szukać klientów i co jest dla nich najważniejsze podczas wyboru. Ważne było zrozumienie, jak działa ta branża i jak wygląda konkurencja. Było to konieczne, by zdecydować, jaką formę rozgłosu wybrać.
Po dokładnym researchu okazało się, że największy wpływ na wybór firmy budowlanej mają opinie innych oraz efekt końcowy prac. Wiedzieliśmy już, że nie będzie to łatwe zadanie, bo zaczynając nie mieliśmy wyrobionej o nas opinii.
Wiadomo było od początku, że social media będą głównym narzędziem do komunikowania się z klientami. Pytanie było, na czym się bardziej skupić – Facebook czy Instagram? Na początku trzeba było mierzyć siły na zamiary. Nie byliśmy w stanie pracować fizycznie i jednocześnie codziennie utrzymywać kontakt, tworząc rolki i kreatywne posty. Postawiliśmy więc na Facebooka.
Dodatkową formą rozgłosu miały być ulotki pozostawiane tam, gdzie ma to sens – czyli pod drzwiami mieszkań w świeżo wybudowanych blokach lub w sklepach, gdzie nieco dłużej czeka się w kolejce.
Bez tego cała reszta nie miałaby sensu. Nie mogłem doczekać się tego momentu, więc bardzo szybko przystąpiłem do prac.
Etap researchu miałem już za sobą. Prześledziłem wiele firm, przeanalizowałem te lepsze i te gorsze, a znaczna część z nich miała w logo motyw domu lub dachu.
Stwierdziłem, że również muszę zachować tematykę budownictwa i nie wystarczy sam logotyp. Moim pierwotnym pomysłem było umieszczenie w logo dwóch najważniejszych liter z nazwy firmy – “A” od Abes (Seba od tyłu) oraz “M” od Mar (skrót od Markowski). O dziwo, moje pierwsze szkice i próby doprowadziły mnie do finalnego efektu.
Robiąc wcześniejszy research, zwróciłem uwagę, że wśród konkurencji dominowały kolory żółty i czerwony. Pomimo że te kolory faktycznie kojarzą się z tą branżą, bardzo chciałem ich uniknąć, by wyróżnić się na tle konkurencji.
Rozważałem nad kolorem niebieskim i zielonym. Po wielu próbach doboru koloru ostatecznie padł kompromis pomiędzy tymi dwoma barwami – coś w okolicach turkusu. Pomimo że niebieski bardziej wzbudza zaufanie, ten kolor prezentował się nieco lepiej.
Mając logo i wybraną kolorystykę, mogłem zacząć powoli kreować spójność kolejnych projektów.
Na ulotce umieściłem krótką i przejrzystą ofertę najważniejszych usług oraz kilka zdań promujących naszą kompleksowość.
Ciekawym projektem, który niestety nigdy nie powstał w wersji fizycznej, była wizytówka. Prosta, estetyczna i na maxa spójna z designem ulotki.
Choć strona już niestety nie funkcjonuje, z projektu byłem bardzo dumny i chciałbym go tu przedstawić. Był to jeden z pierwszych projektów stron, który realnie powstał i był wykorzystywany.
Po pierwszych udanych realizacjach mieliśmy zebrane kilka fajnych zdjęć, które chcieliśmy ładnie wyeksponować. Padł pomysł stworzenia strony internetowej, która jednocześnie pełniłaby funkcję portfolio oraz oferty przyciągającej klientów.